Rosyjskie atomowe okręty podwodne pozostaną na dnie Oceanu Arktycznego


Witold RYCHTER


Ministerstwo Rozwoju Rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Arktyki (Министерство Российской Федерации по развитию Дальнего Востока и Арктики) proponuje wydłużenie do czwartego kwartału 2023 roku terminu podpisania umów na podniesienie dwóch zatopionych atomowych okrętów podwodnych z dna oceanu Arktycznego. Najprawdopodobniej jest to spowodowane brakiem chętnych na wykonanie tych prac lub zbyt małym oszacowaniem kosztów.

Władze w Rosji tłumaczą się iż nie zdążyły zatwierdzić planu wydobycia i unieszkodliwienia dwóch atomowych okrętów podwodnych: K-27 i K-159 które spoczywają na dnie Oceanu Arktycznego. Taki wniosek można było wyciągnąć z prezentacji ministerstwa rozwoju dalekiego wschodu przygotowanego na posiedzenie państwowej komisji ds. rozwoju Dalekiego Wschodu i Arktyki, które odbyło się 28 października 2022 roku.

Radziecki okręt podwodny K-159. Zatopiony 30 sierpnia 2003 podczas holowania do demontażu. W wyniku tego wypadku zginęło 9 osób 1 przeżyła. / Zdjęcie: Fundacja Bellona
Radziecki okręt podwodny K-159. Zatopiony 30 sierpnia 2003 podczas holowania do demontażu. W wyniku tego wypadku zginęło 9 osób 1 przeżyła. / Zdjęcie: Fundacja Bellona

Umowa pierwotnie miała pojawić się w drugim kwartale 2021 roku zgodnie z rosyjską strategią rozwoju obszarów dalekowschodnich do 2035 roku, jednak ministerstwo rozwoju wraz z Rosatomem cały czas szukają źródła finansowania takiej operacji. Obecnie plan zakłada, że proces ten zostanie przeniesiony na czwarty kwartał 2023 roku, i zostanie realizowany w ramach strategii rozwoju Północnej Drogi Morskiej do 2035 roku, której Rosatom jest operatorem żeglugowym.

O demontażu radzieckich wraków okrętów podwodnych przez Rosję pisaliśmy już w artykule:
Demontaż radzieckich okrętów podwodnych
Norwesko-rosyjska wyprawa jesienią 2014 roku sfilmowała wrak K-159, który zatonął na Morzu Barentsa podczas holowania na zezłomowanie.

Atomowy okręt podwodny K-27 został celowo zatopiony w 1981 roku na Morzu Karskim z powodu braku w tym czasie składowiska odpadów promieniotwórczych pochodzących z komory reaktora. Okręt K-159 zatonął na Morzu Barentsa w 2003 roku podczas holowania do stoczni Polarnyj, gdzie miało się odbyć jego złomowanie. Konwój holownika i okrętu wpadł w złą pogodę, wycofany okręt podwodny, utrzymywany na powierzchni przez doczepione do kadłuba pontony, zerwał się z liny holowniczej i zatonął (okręt był pozbawiony napędu, mógł być tylko holowany), topiąc przy okazji dziewięciu marynarzy, którzy byli na jego pokładzie. Jednostka leży teraz na głębokości 246 metrów w pobliżu wyspy Kildin na bogatych łowiskach zatoki Kola.

Władze rosyjskie twierdziły, ze winę za katastrofę K-159 ponosi jeden z dowódców Floty Północnej, odpowiedzialny za transport okrętu do stoczni, gdzie okręt miał być pocięty na złom. Oficer, mimo że prognoza pogody zapowiadała silny sztorm, rozkazał rozpocząć holowanie jednostki (zachowanie typowe dla Rosjan, którzy potrafią ignorować regulaminy, przepisy i zdrowy rozsądek). W czasie trudnych warunków pogodowych najpierw pękła lina holownicza, a następnie oderwały się 4 stalowe pontony, które unosiły jednostkę.

Oba ex sowieckie okręty spoczywają na dnie, stanowiąc ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego ze względu na zawartość paliwa jądrowego w reaktorach. Według norweskich naukowców w reaktorze K-159 znajduje się ponad 800 kg uranu.

Rozmowy dotyczące podniesienia obu jednostek z dna morza toczą się już od ponad 12 lat. Nic z tych rozmów nie wynika. Firmy, które mogłyby podnieść te okręty z dna obawiają się późniejszych konsekwencji prawnych, gdyby nie udało się tego przeprowadzić bez uszkodzenia reaktorów atomowych. Podnoszenie okrętów/wraków zawsze wiąże się z dużym ryzykiem rozpadu jednostki. Na kadłub działają wtedy bardzo duże przeciążenia a okręt dodatkowo jest obciążony znajdującą się w środku wodą. Kadłub może wtedy pęknąć w wyniku naprężeń i jest obawa przed skażeniem radioaktywnym.

Radziecki okręt podwodny K-27.
Radziecki okręt podwodny K-27.

We wrześniu 2021 roku Rosatom oszacował koszt wydobycia obu okrętów z dna Oceanu na kwotę ponad 24,5 mld rubli (ponad 400 mln dolarów), ale ministerstwo finansów Rosji zakwestionowało tę kwotę uważając ją za nieuzasadnioną. Rosjanie nie chcą wydawać tak wielkich pieniędzy tym bardziej iż ewentualny morski szlak przez Ocean Arktyczny nie jest aż tak popularny i ewentualny zysk w najbliższych latach jest dość wątpliwy. Rosjanom w obecnej sytuacji politycznej będzie bardzo trudno pozyskać fundusze na ten cel i znaleźć chętnych do skierowania statków na nowy szlak chandlowy.

Eksperci rosyjscy ostrzegają, że stan obu okrętów jest z roku na rok coraz gorszy, co może spowodować ogromne trudności przy ich podnoszeniu, a co za tym idzie, wzrost kosztów takiej operacji. Niektórzy twierdzą, że niebawem bardziej bezpieczne będzie pozostawienie obu jednostek na dnie zamiast próbować je wyciągać.

Trudno jest oszacować koszt takiej operacji. Wydobycie Kurska z głębokości 108 metrów kosztowało blisko 130 milionów dolarów i dokonały tego holenderskie firmy Mammoet i Smith Internationale gdyż Rosjanie nie dysponowali tek specjalistycznymi jednostkami, które mogły wydobyć zatopiony okręt podwodny. W przypadku K-159 jest o wiele większa głębokość i znacznie gorszy stan okrętu, K-27 spoczywa ledwie na 30 metrach ale jednostka jest w kiepskim stanie technicznym. W przypadku K-27 złamano prawo morskie zatapiając okręt na tak płytkim akwenie. Ale Rosjanie wtedy się tym nie przejmowali.

Jest uzasadniona obawa iż podczas podnoszenia jednostek dojdzie do ich przełamania i wtedy może zostać uszkodzony przedział reaktora i w konsekwencji radioaktywny uran skazi znaczną część tego akwenu.

K-27 zatonął w Morzu Karskim w 1981 roku. / Zdjęcie: Wiaczesław Mazurenko
K-27 zatonął w Morzu Karskim w 1981 roku. / Zdjęcie: Wiaczesław Mazurenko

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *